Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Polacy w sztuce świata, Elżbieta Dzikowska

Sztuka nie jest pracą, nie jest obowiązkiem, z którym człowiek może się rozstać. To sposób egzystowania. Ja tworzę moje prace i one tworzą mnie. Stwarzamy się nawzajem. To właśnie nazywam życiem” - pod tym wyznaniem Magdaleny Abakanowicz podpisaliby się zapewne wszyscy bohaterowie książki Elżbiety Dzikowskiej „Polacy w sztuce świata”.
Imponujący album zawiera 50 wywiadów z artystami różnych pokoleń i orientacji, uprawiającymi różne dyscypliny: od „klasycznej” rzeźby w kamieniu i brązie, poprzez malarstwo i grafikę, po wideo, instalacje i performance. Nie było dotąd publikacji poświęconej naszej sztuce współczesnej tak bogato ilustrowanej (ponad 200 świetnie dobranych, wielkoformatowych, kolorowych reprodukcji) i w tak efektownej szacie graficznej. Kartkując album, odnosi się nieomal wrażenie, jakby się oglądało wielką wystawę zbiorową.

 

Sztuka nie jest pracą, nie jest obowiązkiem, z którym człowiek może się rozstać. To sposób egzystowania. Ja tworzę moje prace i one tworzą mnie. Stwarzamy się nawzajem. To właśnie nazywam życiem” - pod tym wyznaniem Magdaleny Abakanowicz podpisaliby się zapewne wszyscy bohaterowie książki Elżbiety Dzikowskiej „Polacy w sztuce świata”.
Imponujący album zawiera 50 wywiadów z artystami różnych pokoleń i orientacji, uprawiającymi różne dyscypliny: od „klasycznej” rzeźby w kamieniu i brązie, poprzez malarstwo i grafikę, po wideo, instalacje i performance. Nie było dotąd publikacji poświęconej naszej sztuce współczesnej tak bogato ilustrowanej (ponad 200 świetnie dobranych, wielkoformatowych, kolorowych reprodukcji) i w tak efektownej szacie graficznej. Kartkując album, odnosi się nieomal wrażenie, jakby się oglądało wielką wystawę zbiorową. Książka Dzikowskiej jest fascynującą konfrontacją intelektualnych i artystycznych postaw. Po raz pierwszy spotykają się tutaj artyści tak różni, jak Józef Czapski i Magdalena Abakanowicz, Franciszek Starowieyski i Roman Opałka, Władysław Hasior i Krzysztof Wodiczko. Dzikowska nie przykłada do sztuki polskiej żadnej sztancy - pokoleniowej, środowiskowej czy awangardowej. Nie dzieli artystów na bardzo i mniej znanych, tworzących w kraju i poza granicami, awangardystów i tradycjonalistów. To nieortodoksyjne podejście owocuje żywym, intrygującym i wielokształtnym obrazem. Jedyne, co wydaje się łączyć wszystkich bohaterów albumu, to to, że mają odwagę wyrażać przede wszystkim siebie. Na wszystkim, co tworzą, odciska się właściwa każdemu z nich „pieczęć osobowości”.
Dzikowska przeprowadzała wywiady na przestrzeni ostatnich 15 lat. W tym czasie odeszli Tadeusz Brzozowski, Józef Czapski, Józef Łukomski, Władysław Hasior, Jerzy Panek, Jerzy Tchórzewski, Jacek Sienicki. Rozmowy z nimi przeprowadzone nabierają więc szczególnego waloru jako zapis ich wewnętrznego świata. Dzikowska, nie tylko krytyk sztuki, ale i rasowy dziennikarz, doskonale posługuje się formą wywiadu. Z rozmysłem zadaje niekiedy pytania przewrotnie naiwne. Takie, jakie zadałby tzw. zwykły widz. „Czy sztuka musi być piękna?” - pyta Jerzego Panka (1918-2001). „Nie ma mowy! Ważne jest widzenie, przeżycie i rezultat tego. Bez przeżycia, wstrząsu, nie ma objawienia” - odpowiada świetny drzeworytnik. „Piękno to istotnie pojęcie bardzo niebezpieczne. Wielu ludzi się go boi, zwłaszcza artyści. Łatwo popaść w kicz” - mówi Igor Mitoraj (ur. 1944), światowej sławy rzeźbiarz tworzący we Włoszech. „Może dlatego moje rzeźby to nie tylko fragmenty jakby wyciągnięte z wykopaliska archeologicznego, to także - jeśli można użyć takiego sformułowania - fragmenty piękna”. Częstokroć powraca też pytanie do artystów: co jest w ich sztuce najważniejsze? Dla Władysława Hasiora (1928-99) - to, żeby jego „eksponat, gdy spotka się z innym człowiekiem, wzbudzał zaciekawienie. Żeby zdumiewał. A potem - niech się dzieje, co chce”. Dla Zuzanny Janin (ur. 1961) - rzeźbiarki wykorzystującej tak enigmatyczne tworzywo, jak wata cukrowa i sztuczna mgła - „najważniejsze jest pytanie. Im więcej pytań, wątpliwości, tym bardziej pragnę zbliżyć się do nich, zrobić o nich dzieło. Stawiam pytanie sobie i widzowi”. Autorka nasyconych symboliką instalacji, chętnie korzystająca z wideo, Izabella Gustowska (ur. 1948) uważa, że „najważniejsza jest tajemnica. Nierozerwalne łączenie się sztuki z życiem. Wnikanie w codzienność i uzewnętrznianie się jej z pozoru nieistotnych fragmentów”.
Okazuje się, że artyści uprawiający sztukę niełatwą w odbiorze potrafią o niej mówić prosto, wnikliwie i przekonująco. Wywiad za każdym razem podąża w nieco innym kierunku. Czasem na plan pierwszy wysuwa się niezwykły fragment biografii. Słyszymy np. opowieść, jak to Stanisław Frenkiel (ur. 1918), malarz osiadły w Londynie, portretował niegdyś w Ałma Acie (z fotografii pożyczonej z NKWD) towarzysza Berię. Kolorystyka owych państwowych wizerunków była równie ściśle skodyfikowana, co w sztuce bizantyńskiej - np. rumieńce na policzkach należało malować ugrem, a nie różem, który mógłby sugerować skłonność przywódcy do alkoholu.
W wywiadach, co dla laika jest nader ciekawe, dużo się mówi o „kuchni artystycznej”, czyli warsztacie. Są artyści, którzy wynajdują zaskakujące technologie. Teresa Tyszkiewicz (ur. 1953), absolwentka politechniki, od 1982 r. w Paryżu, tworzy obrazy za pomocą wkłuwanych w płótno tysięcy szpilek (na duży obraz trzeba ich 20-30 tysięcy). „W szpilce jest niepokój, musi ona przejść przez płótno, przebić się, ukłuć” - opowiada artystka, której prace robią niesamowite wrażenie obiektów magicznych naładowanych dziwną energią.
Powstanie dzieła to często żmudny proces fizyczny zajmujący długie godziny. „Gdyby to była tylko praca, nie podjąłbym takiego wysiłku - jestem leniwy” - zastrzega się malarz Tadeusz Dominik (ur. 1928). Roman Opałka (ur. 1931) wyjawia, że zdarza mu się pracować 12, a nawet 16 godzin na dobę. Od 1965 r. pokrywa płótna rzędami kolejnych liczb, rozjaśniając jednocześnie tło każdego następnego obrazu, co w konsekwencji doprowadzi do pisania cyfr bielą na bieli. Na prowokacyjne pytanie, czy się nie nudzi, malując swoje „obrazy liczone”, odpowiada: „Jakże to może być nudne? Nie czuje pani, z jakim zaangażowaniem mówię o tej robocie? Jest ona niesłychanie emocjonalna, nie ma artysty tak emocjonalnego jak ja. Uważam się wręcz za romantyka”.
W wypowiedziach uderza to, że bez względu na charakter twórczości, nawet wówczas, gdy jest ona bliska abstrakcji i wydaje się oderwana od wszelkiej realności, zawsze u jej korzeni odnajdujemy ślad głębokiego osobistego przeżycia. Zapytana, czy jej życie miało wpływ na sztukę, Ewa Kuryluk (ur. 1946) mówi: „Jestem o tym przekonana. To, co naprawdę ważne, jest zarazem tak intymne, że nawet sami przed sobą nie przyznajemy się do tego”.
Malarz Jacek Sempoliński (ur. 1927) uważa, że artyście niezbędna jest „świadomość siebie jako osoby”, a cały problem w tym, że w początkach twórczości „nie wiadomo, jak tę osobę połączyć ze środkami malarskimi”. W książce Dzikowskiej, która powstała, jak mówi sama autorka, z ogromnej ciekawości sztuki, nie ma artystów o „letniej” ekspresji. Każdy wywiad otwiera jakby osobną strefę wizualnej wrażliwości. Można nie akceptować Beksińskiego, a uwielbiać Opałkę - albo odwrotnie - nikt jednak nie pomyli ich dzieł z pracami innych artystów ani nie powie, że ich twórczości brak konsekwencji i samoświadomości.
Choć „Polacy w sztuce świata” to cenny dokument dla krytyka i historyka sztuki najnowszej, nie jest on adresowany tylko do profesjonalistów. Z zainteresowaniem weźmie tę książkę do ręki szerokie grono czytelników. Nawet ci, którym sztuka współczesna wydawała się dotąd ziemią obcą, a może i nieprzyjazną. Wypowiedzi artystów pozwolą im uświadomić sobie, że ta sztuka (jak i sztuka od zawsze) stanowi nieodłączny element życia. A jej uprawianie i kontemplacja jest, jak to ujął Sempoliński, „aktem, dzięki któremu człowiek kontaktuje się z pełnią rzeczywistości materialnej i duchowej”.

 

Polacy w sztuce świata, Elżbieta Dzikowska
Kinga Kawalerowicz
Gazeta WyborczaGazeta Wyborcza

Inne recenzje | starsze