Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Totus tuus. Madonny papieskie

 

Znany niemiecki historyk sztuki Hans Belting, w wydanej w 1990 roku książce ,Bild und Kult”, przetłumaczonej już na wszystkie ważniejsze języki europejskie (na polski przekład, jak zwykle, będziemy musieli jeszcze poczekać ... ) dokonał istotnego przewartościowania tradycyjnej historii sztuki, wskazując na ogromną rolę, jaką do początku renesansu odgrywały w Europie obrazy kultowe, postrzegane me w kategoriach dzieła sztuki, ale w kategoriach religijnych, Jako swego rodzaju znaki sakramentalne, przekaźniki łaski. Zjawisko to pozostaje żywe po dziś dzień zarówno w Kościele katolickim jak w prawosławnym.
Można postawić pytanie, dlaczego Kościół pozwala na wykonywanie wizerunków Chrystusa, Maryi i Świętych, co więcej, oddaje im cześć, skoro Stary Testament surowo tego zakazuje. Pierwsze przykazanie Dekalogu objawionego Mojżeszowi na Synaju nie pozostawia najmniejszych wątpliwości: Nie będziesz miał cudzych bogów obok mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby, ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył. (Wj 20, 2-5). Ten starotestamentalny zakaz podkreślał całkowitą transcendencję jedynego, niewidzialnego Boga i chronił przed Jego antropomorfizacją, która zawsze groziła zniekształceniem wiary. W zakazie przedstawiania i oddawania kultu rzeźbom i obrazom kryło się również pragnienie ocalenia własnej tożsamości religijnej narodu izraelskiego, nieustannie zagrożonej pokusą kultów obcych bogów, czczonych w politeistycznych religiach sąsiednich ludów. A jednak ów zakaz Kościół wykreślił z katechizmowej formuły Dekalogu. Czy miał do tego prawo?

 upload/1211/00/00/02/16/purpose.jpg

upload/1211/00/00/02/16/citydoping.pdf

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba sięgnąć do historii Kościoła. Wizerunki sakralne pojawiają się już w katakumbach rzymskich przed oficjalnym uznaniem chrześcijaństwa. W późniejszym okresie sztuka sakralna przeżywa swój rozkwit, choć nie wszyscy teologowie ją popierają. W VIII wieku w Bizancjum, w okresie wielkiego rozwoju sztuki sakralnej i kultu obrazów, cesarz Leon III Izauryjczyk opowiedział się przeciwko sztuce sakralnej w imię wierności pierwszemu przykazaniu. Dało to początek ponad stuletniej wojnie z obrazami, która przeszła do historii pod nazwą ikonoklazmu. Obrońcy ikon, zwani ikonodulami, zmuszeni byli szukać teologicznego uzasadnienia dla swojej postawy. W ten sposób doszło do zwołania Soboru Nicejskiego II (787), który ogłosił katolicką naukę o obrazach.
Podstawowym argumentem przemawiającym za istnieniem obrazu w Kościele jest tajemnica Wcielenia. Niewidzialny Bóg przyjął ludzkie ciało w osobie swojego Syna, stając się widzialnym człowiekiem. W ten sposób Chrystus stał się obrazem Boga niewidzialnego (jak pisze św. Paweł w liście do Kolosan 1, 15) – pierwszą ikoną Boga Ojca. Kto mnie zobaczył, zobaczył Ojca – powie Jezus. Przyjęcie przez Boga ograniczeń ludzkiej natury i wynikającej zeń cielesności umożliwiło przedstawianie Go nie tylko językiem słowa, ale także językiem obrazu. Można powiedzieć, że tajemnica Wcielenia zapoczątkowała nową ,,ekonomię” obrazu, a sakralna twórczość artystyczna jest niejako „kontynuacją tej tajemnicy. Kto czci obraz odwołuje się do pierwowzoru – powie św. Bazyli, a sobór nicejski doda: kto czci obraz, ten czci osobę, którą obraz przedstawia.
Człowiekowi wsp6lczesnemu problem kultu obrazów może przybliżyć wynalazek fotografii. Zdjęcie bliskiej osoby, które stoi na naszym biurku, wisi na ścianie, lub które nosimy przy sobie, jest z materialnego punktu widzenia Jedynie kawałkiem naświetlonego papieru. Ale dla nas jest przecież czymś znacznie więcej: patrząc na to zdjęcie pobudzamy naszą pamięć, wspomnienia, serdeczną myśl. W ten sposób mały kawałek naświetlonego papieru fotograficznego staje się pośrednikiem szczególnego spotkania, znakiem miłości.
W tym kontekście możemy spojrzeć na niezliczone sanktuaria rozsiane po mapie Polski, na otaczane kultem wizerunki, te dawne i te zupełnie nowe, te dobrze znane, i te regionalne. Są one bohaterami najnowszego albumu Janusza Rosikonia zatytułowanego „Totus Tuus. Madonny papieskie”, wydanego przez wydawnictwa Rosikon Press i Apostolicum (Warszawa 2004). Autora albumu, znanego fotografika, przedstawiać nie trzeba. Od wielu lat podróżuje on z aparatem fotograficznym po sanktuariach Polski i całej Europy. Owocem jego pasji są dwa wielkie albumy fotograficzne: „Polskie Madonny” (Oficyna Wydawnicza DAR 1991) oraz „Madonny Europy” (Rosikon press, 1998; wersja angielskojęzyczna „The Madonnas of Europe”), o których pisano już wiele. Najnowszy, omawiany tutaj album „Totus Tuus. Madonny papieskie” tworzy niejako trzecie skrzydło wydawniczego tryptyku poświęconego otaczanym kultem wizerunkom maryjnym. Tym razem autor zdecydował się zaprezentować te wizerunki, które znajdują się w Polsce, a związane są z osobą Jana Pawła II. Są to otaczane kultem obrazy i rzeźby, które Ojciec Święty nawiedził w ich sanktuariach podczas swoich pielgrzymek do ojczyzny, bądź osobiście ozdobił koronami, bądź wreszcie owe korony poświęcił – w Polsce lub w Rzymie. Zdjęciom słynących laskami wizerunków towarzyszą fotografie ołtarzy bądź kościołów, w których odbierają one cześć, a także fragmenty homilii i innych przemówień papieskich poświęconych Matce Bożej, wypowiedzianych w owych sanktuariach, bądź przy okazji błogosławieństwa koron.
W ten sposób obraz i słowo dopełniają się wzajemnie i udzielają się sobie, tworząc swoisty, wielopłaszczyznowy dialog. Kardynał Joseph Ratzinger powiedział kiedyś, że najbardziej przekonującym dowodem na istnienie Pana Boga są święci i sztuka sakralna. W albumie „Totus Tuus” owe dwie rzeczywistości spotykają się ze sobą.
Album prezentuje zdjęcia 138 wizerunków pochodzących ze 138 sanktuariów na terenie Polski. Owe wizerunki - to prawdziwe zwierciadło stylów, epok i tradycji, w którym, Jak w soczewce, przegląda się historia naszej kultury religijnej. Wśród najstarszych wizerunków, pochodzących z epoki średniowiecza, zwraca uwagę dominacja rzeźby drewnianej (Madonny z Dzieciątkiem ze Swarzewa, Piaseczna kolo Gniewu, Lubiszewa Tczewskiego, Ludźmierza, Gdańska – kościół mariacki, Piety ze Skrzatusza, Haczowa, Limanowej i Kościerzyny, Św. Anna Samotrzeć ze Świętej Anny). Wysoką klasą wykonania odznacza się obraz tablicowy Matki Boskiej z Piekar Śląskich, przechowywany w katedrze opolskiej i jego kopia w Rychwaldzie. Przedmiotem kultu bywają nie tylko obrazy i rzeźby, ale także – choć sporadycznie – malowidła ścienne, jak to średniowieczne z kościoła św. Katarzyny w Krakowie, przed którym modlił się bł. Izajasz Boner.
W epoce nowożytnej najpopularniejsze są – zgodnie z ustaleniami synodu piotrkowskiego z 1621 roku – kopie otaczanych kultem słynnych pierwowzorów: ikony jasnogórskie (Gdańsk – kościół św. Piotra i Pawła, Kraków – kościół mariacki, Łopaty, Łódź – kościół Matki Boskiej Zwycięskiej, Okulice, Pszów, Racibórz, Studzieniczna, Warszawa – kościół Zbawiciela, Wielkie Oczy)' oraz obrazu Matki Bożej Śnieżnej z rzymskiej bazyliki Santa Maria Maggiore (Cieszyn, Czarna, Czerna, Gniezno – kościół Wniebowzięcia, Janów Lubelski, Jodłówka, Kościerzyna, Leżajsk, Lisewo, Lubasz, Ostrowąs, Pilica, Pińczów, Stoczek Klasztorny, Zielenice). Od XIX wieku rozpowszechnia się wizerunek Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, będący kopią XV-wiecznej ikony italo-kreteńskiej z kościoła redemptorystów w Rzymie (Jaworzno, Kalisz, Wadowice). Charakterystycznym rysem współczesnej pobożności maryjnej jest kult Matki Boskiej Fatimskiej. Liczne kościoły przechowują współczesne rzeźbiarskie kopie portugalskiego pierwowzoru sporządzonego na podstawie objawień w 1917 roku (Darłowo, Ełk, Kraków-Bieńczyce, Krzeptówki, Myszyniec, Szczecin – kościół Niepokalanego Serca NMP, Trzebinia, Turza Śląska, Wadowice – kościół św. Piotra). Wśród prezentowanych wizerunków znalazły się także ikony pochodzące z cerkwi unickich, a dziś czczone w świątyniach rzymskokatolickich (Matka Boska Łopieńska w Polańczyku i Matka Boska Bazylianka ze Skieblewa w Lipsku), a także ikony odbierające do dziś kult w Kościele greckokatolickim (Jarosław cerkiew Przemienienia Pańskiego) oraz ormiafiskokatolickim (Matka Boska Łysiecka w Gliwicach i Matka Boska Stanisławowska w Gdańsku – kościół św. Piotra i Pawła). Dwa ostatnie obrazy, przez wieki czczone przez społeczność Ormian na kresach wschodnich, po wojnie powędrowały na zachód wraz z przesiedleńcami. Podobny exodus odbyły, wraz z wiernymi, liczne obrazy z kościołów rzymskokatolickich, m. in. Matka Boska Tartakowska w Łukawcu, czy Matka Boska Łopatyńska w Wójcicach.
Prześledzenie prezentowanych w albumie wizerunków pod kątem inspiracji formalnych i ideowych pomaga w przybliżeniu dostrzec geografię artystyczną całej historii plastyki polskiej – od wzorców ikonowych bizantyńsko-ruskich po zachodnie, głównie niemieckie i czeskie w średniowieczu, przez niderlandzkie (Matka Boska Rokitniańska i jej kopia w Licheniu), po włoskie w renesansie i baroku. Zwraca uwagę powstawanie nowych wizerunków i nowych sanktuariów, tworzenie się nowej ikonografii, niestety, na ogół dość niskiej klasy.
To tylko kilka uwag i spostrzeżeń poczynionych przez historyka sztuki. Zasługą albumu jest szeroka popularyzacja wielu godnych uwagi wizerunków i miejsc znanych dotąd jedynie lokalnie. Temat polskich wizerunków kultowych wymaga szczegółowego opracowania krytycznego pod kątem historyczno-artystycznym. Wyłączając nieliczne przedstawienia najbardziej znane, jest to wciąż „biała plama” na artystyczne-religijnej mapie Polski. Zaprezentowane w obu albumach wizerunki są zaledwie cząstką tego zjawiska. Można mieć nadzieję na opracowanie w przyszłości katalogu polskich sanktuariów maryjnych w ujęciu zarówno analitycznym jak i syntetyczno-klasyfikacyjnym. To ogromna praca, która stoi przed historykami i historykami sztuki. Pan Janusz Rosikoń zgromadził przez lata podróży imponujący materiał fotograficzny.
Większość wizerunków otacza wieniec pięknych tradycji i legend, w których ludowa fantazja miesza się z historyczną rzeczywistością, a magia z głęboką wiarą. To wdzięczny temat dla socjologów, etnografów, psychologów religii i historyków. Wiele już zrobiono, ale wciąż brakuje głębszych syntez. Z drugiej strony każde z prezentowanych sanktuariów, każdy z wizerunków, posiada swoja własną, niewidzialną a więc nieuchwytną i niemożliwą do opisania historię, mierzoną najgłębszą miarą, w której natura spotyka się z łaską a człowiek spotyka się z Bogiem. To wymiar najważniejszy, łączący niewidzialną nicią prezentowane w albumie wizerunki, który – może na szczęście – nigdy nie zostanie do końca uchwycony i zwerbalizowany. W tym sensie album pozostaje niejako dużym, wielobarwnym domem, złożonym z licznych okien, z których każde otwiera przed tym, kto wstępuje w jego progi jakiś fragment bezkresnego nieba.
Twórcy albumu, panu Januszowi Rosikoniowi, pozostaje życzyć realizacji dalszych ambitnych zamierzeń i ukazania się w przyszłości kolejnego albumu – Madonn Świata.

 

Totus tuus. Madonny papieskie
ks. Michał Janocha

Inne recenzje | starsze