Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Polska w roli głównej

Gdyby nie było "Solidarności", Gorbaczow miałby większe szanse na wydłużenie życia systemu komunistycznego. Oczywiście komunizm był skazany na zagładę. Bez "Solidarności" trwałby jednak dłużej i inaczej się skończył - mówi brytyjski historyk Norman Davies
Marek Sterlingow: Bogdan Borusewicz mówi, że czytał Lenina. A tam m.in.: "do rewolucji wystarczy kilku zdeterminowanych działaczy i masy, żeby je porwać". I tak przygotował strajk w sierpniu 1980 r. Czy zrobienie rewolucji jest tak łatwe?
Norman Davies: Na pewno Lenin też by powiedział, że potrzebny jest odpowiedni moment, musi dojrzeć sytuacja. Są setki momentów w historii, kiedy mała grupa walczy i nic z tego nie wychodzi. Tylko o tym nie słyszymy, bo historycy rzadko się takimi zdarzeniami zajmują. Wtedy, w Sierpniu '80, był to rzeczywiście właściwy moment. I dzielna akcja małej grupy miała ogromny efekt, zmobilizowała miliony.

 

Dlaczego akurat wtedy? Czy Sierpień był zasługą nauk Jana Pawła II, czy jest to może tylko mit, piękna legenda?
- O nie, żaden mit! Pierwsza wizyta Papieża w 1979 roku zmieniła stan psychiczny całego narodu. U przeciętnego Polaka zrodziło się poczucie moralnej wyższości, determinacji i tożsamości religijnej. Ale równie ważne były zmiany w tych, którzy byli u władzy. Oni poczuli, że są nie
autentyczni. Zobaczyli, jak wygląda prawdziwy autorytet. Przychodzi facet, bezbronny, nie strzela do nikogo, nikogo nawet nie potępia, nie atakuje nawet systemu komunistycznego. Tylko mówi o zasadach moralnych. I dziesiątki milionów go na kolanach słucha. Władza zrozumiała, że ten prawdziwy autorytet, prawo moralne jest gdzie indziej, nie u nich. Dlatego, rok później, w Sierpniu, była taka słaba, nie wiedziała, co robić, odkładała wszystko na później, czuła się niepewna. Wizyta Papieża była pierwszym kluczowym momentem w historii Sierpnia.
Strajk, który porwał cały kraj, zaczął się w Stoczni Gdańskiej. Dlaczego właśnie ten strajk? Lublin strajkował już w lipcu.
- Stocznia Gdańska to było ważne miejsce. Pracowała tam wtedy elita robotników. Ich protest miał większe znaczenie niż podobny gdziekolwiek indziej. Jednak absolutnym kluczem była ich decyzja, żeby kontynuować strajk po załatwieniu swoich postulatów płacowych. By solidarnie stanąć też przy innych, pomóc słabszym zakładom. Te zasady, o których mówił Papież, stały się motorem powstania "Solidarności". Ludzie się nie bali, bo czuli, że mają rację.
Gdyby strajk w stoczni zakończył się 16 sierpnia, po spełnieniu postulatów płacowych, historia Europy wyglądałaby inaczej?
- Na pewno. Dzięki "Solidarności" i tym strajkom dowiedzieliśmy się, że ten cały system był zgniły, że ledwo trzyma się kupy, że tytan się chwieje i grozi mu zawał serca. Bez tych strajków nikt by się tego nie dowiedział i system komunistyczny broniłby się dłużej i inaczej. Gorbaczow od 1985 próbował ratować Związek Radziecki od tego kryzysu. Oczywiście, Gorbaczow przyszedł za późno i chyba nie wiedział, co robi, bo w rezultacie upadł cały blok, ale pamiętajmy, że jego celem było ratowanie systemu komunistycznego, a nie jego zniszczenie. Gdyby nie było "Solidarności", Gorbaczow by miał większe szanse na wydłużenie życia systemu. Oczywiście, komunizm był skazany na zagładę i wcześniej czy później by i tak upadł. Tytan musiał umrzeć. Bez "Solidarności" trwałby jednak dłużej i inaczej by się skończył.
Dlaczego w Sierpniu władza nie zdecydowała się na użycie siły?
- To był system uzbrojony po zęby. Mieli wojsko, policję, ogromne tajne służby. Jeśli centrala byłaby od początku bardziej energiczna, agresywna, oni mogliby zacząć w Polsce represje. Ale władze były w szoku. Przyjęto strategię: teraz ustąpimy, nadrobimy to później.
Rosjanie ich nie naciskali do bardziej energicznych działań?
- Widać było, że się wahali. Pozwalali na różne rzeczy, które im się nie podobały, ale nie mieli wyjścia. Koszt ewentualnej interwencji, by stłumić powstanie, był dla nich za wysoki. Z oceny ich możliwości militarnych wynika, że oczywiście byli w stanie napaść na Polskę, podbić ją, ale wtedy cały Pakt Warszawski byłby sparaliżowany. Rosjanie nie mieli tylu dywizji, by prowadzić działania w Polsce i dysponować rezerwą w wypadku wojny z Zachodem.
Kiedyś wydawało się nam, że największym bohaterem Sierpnia był Lecha Wałęsa, teraz niektórzy próbują umniejszać jego rolę.
- W historii kluczowa osoba zawsze jest potrzebna. Nie ma siły abstrakcyjnej, która działa sama, bez ludzi. Musi być grupa, która działa i powoduje, że pewne procesy zachodzą. Późniejszy Wałęsa był inny, trochę się zgubił. Ale wtedy w Sierpniu był po prostu nadzwyczajny, był inspiracją dla całego narodu. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Kluczowa rola.
Jak z zewnątrz wyglądał ten nasz zryw?
- Wy oczywiście nie mogliście tego wtedy widzieć. Przez cały świat przeszła ogromna fala zainteresowania Polską. Byłem w 1982 roku w Japonii. I każdy Japończyk wiedział już wtedy, gdzie jest Polska, kto jest Papieżem i że Wałęsa jest dzielnym elektrykiem, który walczy o wolność. Można powiedzieć, że dzięki Sierpniowi Polska znów znalazła się na mapie świata.
Teraz przygotowujemy obchody 25-lecia "Solidarności" i martwimy się, że nikt już o tym nie pamięta.
- Myślę, że Sierpień zmienił obraz Polski w świecie na zawsze, w każdym razie na całe pokolenia. W czasie obchodów powinniście też pamiętać, że dopiero dzięki Sierpniowi Polska wybiła się na niepodległość. Bo przecież druga wojna światowa zakończyła się dla was klęską. "Solidarność" pozwoliła narodowi wyjść z marazmu, w którym znajdował się przez prawie 40 lat. Należy też podkreślić, że dzięki temu wolność odzyskał cały blok sowiecki.

 

Polska w roli głównej
Marek Sterlingow
Gazeta WyborczaGazeta Wyborcza